|
|
l SYDNEY l MELBOURNE l ADELAIDE l CANBERRA l BRISBANE l PERTH l HOBART |
|
|
27.06.2008
Złoty jubileusz zespołu „Tatry” Józefa Jarosz
O złotym jubileuszu Polskiego Zespo łu Pieśni i Tańca „Tatry” pisała miesiąc temu Krystyna Misiak z Adelajdy (patrz: TP nr 15), omawiając kwietniowe Cocktail Party inaugurujące uroczystości jubileuszowe. Pani Krystyna zapowiedziała, że ja napiszę o ludziach związanych z Zespołem, spotkanych na imprezie. Wzięło w niej udział około pięciuset osób. Wszyscy ważni. Mimo korzystania z pomocy miejscowych, dobrze w środowisku zorientowanych, udało mi wyłowić z tego licznego grona zaledwie kilkanaścioro tych najważniejszych, najbardziej dla Zespołu zasłużonych. O dwojgu z nich, Ewie Gruszce,OAM, kierowniczce działu artystycznego, kierowniczce chóru i wiceadministratorce „Tatr” oraz o Pawle Zającu, obecnym administratorze, pisałam kiedyś w „Wokół nas”, o innych będzie może okazja napisać później; uroczystości jubileuszowe trwać będą przecież do końca roku. Nim przejdę do prezentowania poznanych postaci, pragnę najpierw przytoczyć krótką historię Zespołu, bo będzie to okazja do wymienienia tych, których spotkać już nie mogę (przygotowując część historyczną, korzystałam z materiałów opracowanych i dostarczonych mi przez Ewę Gruszkę, OAM). 50-letnia historia Zespołu, założonego i kierowanego ponad 10 lat przez Michała Mordwinowa, obfituje w znaczące wydarzenia artystyczne. Takim wydarzeniem był pierwszy występ publiczny polonijnej młodzieży w 1958 roku – entuzjastycznie przyjęty przez Polaków i Australijczyków. Posypały się zaproszenia do udziału w międzynarodowych festiwalach, na imprezy urządzane przez organizacje charytatywne, na występy w telewizji i na koncerty w innych stanach. Ze względu na stan zdrowia, po jedenastu latach ofiarnej działalności, założyciel i opiekun zespołu przekazał kierownictwo swojemu uczniowi i asystentowi, Henrykowi Duszyńskiemu,OAM, który rozszerzył repertuar. Administratorem był wtedy Władysław Rogowski,OAM, który przy pomocy Zbigniewa Szlązaka powiększył wyposażenie grupy. W 1975 „Tatry”wystąpiły na I Festiwalu „Pol-Art”, zorganizowanym przez Zjednoczenie Kół Polek w Australii i Nowej Zelandii w Opera House w Sydney, i brały udział we wszystkich kolejnych festiwalach. W tym samym roku przy współudziale Klubu Jeździeckiego przygotowały wspaniałe widowisko “Wesele Potockiego”. W tej niezwykłej inscenizacji, zorganizowanej na terenach wystawowych, uczestniczyło ponad trzysta osób w strojach narodowych oraz sto pięćdziesiąt koni. Spektakl ten został powtórzony pięć lat później. Dwukrotnie „Tatry” wystąpiły na scenie prestiżowego Adelaide Festival Theatre. Po drugim koncercie krytyk z „The Advertiser” stwierdził, że grupa stanowi wielką konkurencję dla zespołów folklorystycznych z Europy odwiedających Australię. Od 1980 r. „Tatry” otwierają „Dożynki” – doroczny festiwal polonijny w Adelaide. Natomiast w 2002 r., Zespół, pod nowym już kierownictwem, wziął udział, po raz pierwszy, w Światowym Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie. Do Polski wyjechało 66 osób, a ich występy odbiły się szerokim echem i gratulacjom nie było końca. Do roku 1995 z grupą taneczną ściśle współpracował Zygmunt Matusiewicz-Matuszewski, kierownik i dyrygent Polskiej Orkiestry Młodzieżowej. Gdy z powodu słabego zdrowia nie mógł już grać „Tatrom” na koncertach i towarzyszyć w artystycznych podróżach, Zespół zaczął korzystać z nagrań dokonanych przez profesjonalistę. Obecnie do zespołu należy ponad sto osób, głównie młodzież gimnazjalna i studiująca. Na uroczystość jubileuszową przybyłam na zaproszenie organizatorów. Krążąc wśród uczestników spotkania szukałam ludzi, którzy oddali „Tatrom” serce i czas, i którzy chcieli o tym mówić. Oto oni: Tadeusz Mikucki jest znany w środowisku polonijnym Adelajdy, a także poza granicami stanu, a nawet Australii, głównie jako kompozytor pieśni „Kraj rodzinny Matki mej” (słowa napisała żona p. Tadeusza – Helena). Po raz pierwszy wykonał ją zespół „Łowiczanki” w latach sześćdziesiątych, a potem stała się przebojem I Festiwalu „Pol-Art” w sydnejskiej operze. Śpiewano ją również na Światowym Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie. Trafiła też do Londynu i innych krajów Europy i znalazła się w podręcznikach szkolnych i śpiewnikach. Jest najbardziej znaną pieśnią z ponad stu kompozycji p. Tadeusza, który nie tylko tworzy muzykę, ale i od początku opiekował się „Tatrami” od strony muzycznej, a kiedyś prowadził chór „Łowiczanki”. Dziewczęta śpiewały utwory skomponowane przez swojego kierownika i pieśni Moniuszki oraz ludowe. Pan Tadeusz rozszerzał repertuar w ten sposób, że spisywał pieśni z taśm i płyt. Tadeusz Mikucki jest profesjonalistą – studiował kompozycję i śpiew w konserwatorium wileńskim. Z obu umiejętności robił użytek – w 1949 założył chór męski, który występował we wszystkich imprezach polonijnych, w telewizji ABC i radiu. Chociaż p. Tadeusz mógł śpiewać w pięciu językach (po polsku, angielsku, niemiecku, rosyjsku i włosku), to starał się wprowadzić na antenę polskie pieśni (wykonał arię Jontka ze „Strasznego Dworu”) Moniuszki. Był też solistą w chórze katedralnym. W zespole wyrośli obecni choreografowie i kierownicy „Tatr”, Joasia Trepa , z domu: Gruszka, i Marek Trepa – czyli tzw. „tatrowe małżeństwo”, które w nim tańczyło i śpiewało od 1975 r. Joasia jest córką Ewy i Jerzego Gruszki,OAM, który był Administratorem „Tatr” od 1986 r. Ten niestrudzony i wielce oddany Zespołowi działacz społeczny służył „Tatrom” do swej przedwczesnej śmierci w 1994 r. To on powiedział swego czasu, że „Tatry” są swoistym „biurem matrymonialnym” dla polonijnej młodzieży i rzeczywiście wiele małżeństw zostało skojarzonych w Zespole. W 1981 r. Joasia i Marek Trepowie objęli prowadzenie Grupy Średniej, która wystąpiła podczas Festiwalu Pol-Art w Melbourne w 1982 r. Od tej pory oboje asystowali, jako instruktorzy tańca, ówczesnemu choreografowi i dyrektorowi artystycznemu H. Duszyńskiemu,OAM. Ich życie małżeńskie i rodzinne splotło się z życiem “Tatr”, poświęcili się tej społecznej działalności bez reszty. Ich układy taneczne są oryginalne i wspaniale dostosowane do folkloru polskiego. Obie córki pp. Trepów Kamilka i Maja występują w Zespole od maleńkości. Joasia stwierdziła, że pracując społecznie, nie dorobią się wielkiego majątku, ale ich bogactwem jest udział w przekazywaniu polskiej kultury młodzieży i jej kultywowanie w folklorze. Siostra Joasi, Marta Gruszka również jest w „Tatrach”; śpiewa, tańczy i jednocześnie uczy tańca Średnią Grupę. Danuta Reszczyńska była z „Tatrami” od lat siedemdziesiątych. Śpiewała solo i w duecie z Ewą Gruszką albo z Jerzym Duchowskim. Jej mąż, nieżyjący już Zbigniew Reszczyński, był skarbnikiem Zespołu i pomagał tam, gdzie zaistniała tego potrzeba. Ich córki: Bernadetta i Urszula również tańczyły i śpiewały w Zespole -„Całym sercem oddani byliśmy „Tatrom” – powiedziała p. Danuta. Walentyna Grant, to następna z solistek Zespołu. Brała udział prawie we wszystkich jego koncertach – w 1984 roku śpiewała na Festiwalu „Pol-Art” w Melbourne. Jej dzieci, Tomek, Robert i Weronika oraz synowa Lidia tańczyły w „Tatrach”, a teraz należą do nich jej wnuki. Bardzo popularnym solistą był Zenon Sobecki, który objął prowadzenie chóru po T. Mikuckim. Po nim funkcję tę objęła, na krótki czas, Barbara Kłos. Natomiast od 1986 r. do chwili obecnej kierowniczką chóru jest Ewa Gruszka,OAM. Ważną sprawą w funkcjonowaniu Zespołu są stroje, których utrzymanie w gotowości do występów jest bardzo pracochłonne. Szczególnie się tutaj zasłużyli państwo Mary i (nieżyjący już) Michał Kołpakowie. Ich dzieci Berandetta i David byli członkami Zespołu, a wnuki są obecnie w “Małych Tatrach”. Inną osobą zasłużoną w pracy zakulisowej jest p. Marysia Ukleja, która od ponad 30 lat zajmuje się strojami. Jej córki, Basia i Monika, były w Zespole, a teraz i wnuczka w nim tańczy. Obowiązki „garderobianych”, od 20 już lat, pełnią panie Lila Furman (córka Alicja tańczy w “Tatrach”) i Danka Powałko, której córki również występowały. Wspomniałam wyżej, że w “Tatrach” kojarzyły się małżeństwa polonijne. Takim związkiem jest również małżeństwo Bernie i Zosi Brzezińskich. Pani Zosia jest skarbniczką, a p. Bernie odpowiada za garderobę tancerzy. Okazuje się również, że są niezbędni w “Tatrach”, bo zajmują się wieloma pracami związanymi z funkcjonowaniem Zespołu i pozostającymi w sferze administracyjno-gospodarczej. Ich córki Lisa i Laura są członkiniami “Tatr” – Lisa jest instruktorką w “Małych Tatrach”. Andrzej Łukasik, master of ceremonies, ma wprawę w prowadzeniu wielkich imprez, (prowadził m.in. otwarcie Centralnego Domu Polskiego), i świetnie czuje się w tej roli. CDP jest mu bliski nie tylko dlatego, że był w komitecie jego budowy, inaugurował jego działalność, ale i dlatego że tu właśnie odbyło się – jako pierwsze – jego wesele. Żona Helena należała do „Łowiczanek”, a siostra p. Andrzeja Irena tańczyła w „Tatrach”. Jego ojciec, Stanisław, był sekretarzem Zespołu. Pan Andrzej był członkiem grupy „Biało-Czerwone Koło”. Przez wiele lat pełnił funkcję prezesa tej młodzieżowej organizacji. Andrzej Munk, którego spotkałam na tym Coctail Party, jest od lat prezesem Polskiego Teatru „Stary” w Adelaide, a obecnie piastuje również funkcję prezesa Komitetu Organizacyjnego Festiwalu „Pol-Art 2009". Teatr przygotowuje komedię Jurandota. „Pamiątkowa fotografia”, której premiera ma się odbyć w maju. Pamiętam gościnne występy „Starego”w Melbourne, więc pytam czy i tym razem przyjadą do stolicy Wiktorii. Pan Andrzej chętnie pokazałby „Pamiątkową fotografię” poza Adelajdą, ale obawia się, że znów musieliby dopłacić do wyjazdu, a tego nie może oczekiwać od członków swojego zespołu teatralnego. Mimo jego obaw, namawiam p. Andrzeja, aby teatr zawitał do Melbourne, bo wierzę, że tutejsza polonijna publiczność dopisze, tak jak dopisała kiedyś na spektaklu teatru „Scena 98” ks. Bujakowskiego z Perth czy ostatnio teatru „Exit” Krzysztofa Kaczmarka z Healesville. Ze swej strony obiecuję wsparcie na wszelkie możliwe sposoby. Pan Andrzej potrafi pogodzić działalność teatralną z obowiązkami prezesa Komitetu Organizacyjnego „Pol-Art-u”, w których to obowiązkach wspierają go członkowie administracji i młodzież z Tatr. Przygotowania do tej największej polonijnej imprezy artystyczno-kulturalnej są mocno zaawansowane. Finalizuje się rozsyłanie zaproszeń do udziału w imprezie i kwestie związane z zakwaterowaniem. Choć „Pol-Art 2009" dopiero za półtora roku, to praktycznie dopina się sprawy organizacyjne. Wśród uczestników imprezy dostrzegłam znane mi z Melbourne twarze. Okazało się, że ojciec mojej uczennicy, Jerzy Kapusta, dziesięć lat tańczył w „Tatrach” i był w zarządzie zespołu. Przyjechał do Australii jako młody chłopak i pragnął od razu włączyć się w działalność polonijną, ale musiał najpierw przebić się przez mur zrozumiałej nieufności. Jakoś mu się to udało i został nawet przyjęty – jako jedyny z emigracji solidarnościowej – na członka Domu Polskiego im. Kopernika. Pełnił dyżury w bibliotece tej placówki. Na złoty jubileusz „Tatr” przywiózł żonę Jadwigę i córkę Kayę. Chętnie przyjęłam zaproszenie na jubileusz, bo choć lubię wszystkie zespoły folklorystyczne, to dla „Tatr” mam wyjątkowo dużo sympatii ze względu na nazwę i świetne wykonanie tańców góralskich, których jestem entuzjastką. Na kwietniowym Cocktail Party z prawdziwą przyjemnością patrzyłam na uśmiechniętą młodzież w kolorowych strojach i na byłych członków zespołu, którzy tworzyli jego piękną i bogatą historię. Życzę „Tatrom” wielu porywających koncertów, wspaniałych nagród, owacji na stojąco i takiego uznania na jakie zasługują. Dziękuje za doznane wzruszenia. Józefa Jarosz |