Tygodnik Polski

l  SYDNEY l  MELBOURNE l  ADELAIDE l  CANBERRA l  BRISBANE l  PERTH l  HOBART



27.06.2008

 

Pożegnanie o. Eugeniusza Ożoga SJ

o. Radosław Robak SJ

 

Przyznam od razu, że poznałem O. Eugeniusz Ożoga niedługo przed jego śmiercią. Już wtedy wiedział on, iż czas jego odejścia do Boga jest niedaleki – góra kilka miesięcy. Ale mogę zapewnić, że właśnie dlatego poznałem go dobrze, bo taki czas świadomego odchodzenia do Boga ukazuje człowieka takim, jakim naprawdę jest. I ukazuje jeszcze jedno – to ile ten człowiek znaczy w naszym życiu. Powolne umieranie o. Eugeniusza i jego pogrzeb nam wszystkim, którzy go spotkali, pokazał ile miejsca zajmował on w naszych sercach. Miejsca często uprzywilejowanego.

Zacznę może od krótkiej rozmowy, jaką miałem z o. Wiesławem Słowikiem w sobotę 31 maja, kiedy rozdzielaliśmy obowiązki na uroczystości pogrzebowe na niedzielę w Essendon (to polskie Sanktuarium Maryjne w dzielnicy Melbourne, gdzie o. Ożóg posługiwał przez wiele lat). Wiesiek zwykle w niedziele ma nieco później Mszę św. w Richmond – odległe o dobre pół godziny jazdy samochodem. Poprosił mnie, abym tę Mszę św. tym razem celebrował, ale poczekał na niego, bo on powinien jeszcze z Essendon zdążyć. Było to możliwe, ale chyba nierealistyczne.

Zwróciłem mu wtedy uwagę:

– Wiesiek! Nie zdążysz. Po Mszy św. w Essendon będziesz musiał rozmawiać z ludźmi, pocieszać ich w smutku, a niektórych zapewne i „przytulić do serca”.

On wtedy po chwili milczenia powiedział:

– To mnie chyba najbardziej trzeba pocieszać i „do serca przytulić”.

Jak sobie przypominam, to nas wszystkich trzeba było pocieszać. A pocieszał nas Pan Bóg, bo do Pana Boga przez te dni uroczystości pogrzebowych prowadził nas dalej o. Eugeniusz. W sobotę 31 maja wieczorem kościół w Essendon wypełnili szczelnie wierni, którzy przyszli na modlitwę różańcową w intencji zmarłego. Modlitwę prowadził o. Ludwik Ryba. Zaraz po Różańcu przygasły światła, a z głośników znowu usłyszeliśmy głos o. Eugeniusza. To była jedna z jego ostatnich homilii. Mówił do nas o swoim życiu kapłańskim i zakonnym. Na ekranie pojawiły się jego zdjęcia. Z lat młodzieńczych, z rodzicami, ze święceń kapłańskich, z prymicji, z kolejnych lat jego posługi, ze spotkań z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, z wizytacji prowincjalskiej w Australii, z przyjaciółmi, z uroczystości religijnych także tu w Essendon. Zdjęcia wygrzebane z wielu rodzinnych albumów, z wielu stron – także z Adelajdy. 48 lat służył o. Ożóg Chrystusowi jako kapłan i o tych latach mówił w tej swojej ostatniej homilii – o swoim życiu i o swoim Chrystusie, którego wszystkim spotkanym na swojej drodze pokazywał. Wszyscy chyba obecni w świątyni mieli świadomość autentyczności tych słów O. Eugeniusza. Autentyczność zawsze porusza do głębi tych, którzy autentycznego świadka słuchają. Poruszyła i nas zgromadzonych w Essendon tego wieczoru. Pamiętam, stojąc w zakrystii, kilkunastu popłakujących ministrantów – tych większych i tych mniejszych – i chyba wszystkim trudno było powstrzymać się od łez.

W niedzielę 1 czerwca znowu w Essendon odprawiona została Msza św. pogrzebowa po polsku. Homilię wygłosił o. Wiesław Słowik. Jej fragmenty publikujemy obok. Mszę św. koncelebrował o. prowincjał Mark Raper. O. Raper dużą sympatią darzy Polonię australijską, dlatego jego obecność na polskiej liturgii była dodatkowym świadectwem. O. Słowik dziękował zmarłemu za 20 lat pracy wśród rodaków w Australii i odkryty w tym kraju talent do pracy duszpasterskiej.

W poniedziałek z kolei w kościele św. Ignacego w Richmond miały miejsce uroczystości pogrzebowe po angielsku. Przewodniczył liturgii i homilię wygłosił wspomniany już o. Mark Raper. Skierował on do wiernych m.in. takie słowa:

„Głębia i stałość waszej przyjaźni do o. Eugeniusza została potwierdzona szczególnie w czasie jego choroby. W jakiś sposób jego kapłaństwo i jego wiara zakwitła w najpełniejszy sposób właśnie w tych ostatnich dniach dzięki czasami niezrozumiałym dla nas misterium Bożej miłości. Dla o. Eugeniusza ten ostatni czas był także czasem radości. Miał świadomość nieuleczalności swojej choroby, a jednak pozostawał on w całkowitym pokoju. Ktoś, kto jest blisko Boga najlepiej poznaje samego siebie. Wpatrując się w Boga, o. Eugeniusz na pewno poznał siebie jeszcze lepiej. W ten sposób, jestem tego pewien, o. Ożóg pokonał wszelki lęk. Wokół siebie promieniował wielkim pokojem. Na pięć tygodni przed swoją śmiercią spotkaliśmy się w czasie południowego obiadu. W czasie rozmowy powiedział wtedy do mnie: „Mam przed sobą tylko kilka tygodni życia, pięć może sześć. Wiem, że Bóg jest dla mnie bardzo dobry”. O. Eugeniusz miał wielką ufność wobec dobroci Boga.

The depth and constancy of your friendship has been proved during this time of illness. Somehow his priesthood and his belief in the incomprehensible mystery of God’s love came to full flower in these last months. It was a special joy to be with him. He was clear about his condition and totally at peace. One who spends time with God comes to know oneself. Gazing on God he had come to know himself better. At some cost, I am sure, he had overcome all fear. He communicated peace.

Five weeks before he died I met with him for a lunch with the community. We talked gently together after the lunch. “I have only a few weeks, probably about five, maybe six,” he said. “God is good to me.” He trusted the goodness of God.

Mszę św. koncelebrowało ponad 60 kapłanów. Byli to zarówno jezuici mieszkający w Melbourne, jak i kilkunastu polskich księży pracujących wśród Polonii w Australii. W większości ojcowie chrystusowcy. Pięknym i wzruszającym momentem był odśpiewany przez polskich księży hymn „Anielski orszak”. Siła męskich głosów w pięknym jezuickim kościele tylko nas wszystkich utwierdziła w nadziei i wierze w dobroć Naszego Ojca w niebie, który przyjął do siebie swojego dobrego sługę o. Eugeniusza Ożoga.

O. Eugeniusz Ożóg został pochowany na cmentarzu miejskim w Melbourne w grobowcu jezuitów australijskich. W ostatnim pożegnaniu uczestniczyli wierni nie tylko z Melbourne, ale także Polonia z wielu miejscowości stanu Wiktoria. Liturgię na cmentarzu poprowadzili o. Mark Raper i o. Wiesław Słowik.

O. Radosław Robak SJ

Powrót do strony głównej